Jeśli ktoś powiedziałby mi, gdystudiowałam ekonomię, że rzucę wszystko rok po otrzymaniu dyplomu, pomyślałabym, że zwariował.
I właśnie dokładnie to się wydarzylo.
Dorastałam w dość normalnym,irlandzkim domu, gdzie praktykowaliśmy naszą wiarę. Nigdy nie przestałamchodzić na niedzielną Mszę św. było to po prostu coś, co robiłam w niedzielę i w zasadzie wiele mnie nie kosztowało.
Studiowałam handel i uwielbiałamżycie w gronie moich przyjaciół z uniwersytetu. Po jego ukończeniu,postanowiłam zrobić dodatkowo księgowość, więc zaczęłampracować na pełnym etacie i jednocześnie studiowaćzaocznie, mając do zaliczenia dwie sesje egzaminacyjne w ciągu roku. Zaczęłamwtedy zauważać, że kiedy przychodził czas egzaminów,więcej czasu poświęcałam na modlitwę ,w której żarliwie prosiłam o zdanie egzaminów. Oczywiście moja gorliwośćw modlitwie malała, gdy egzaminy miałam za sobą i z powrotem wracałam do życia towarzyskiego.
Jednakże zaczęłam zadawaćsobie pytanie, czy Bog naprawdę istnieje. Gdyby istniał, to wtedyto, co jest powiedziane o Nim w Biblii jest prawdą, więc moja relacjaz Nim powinna być głębsza. Gdyby zaś nie istniał,mogłabym po prostu o Nim zapomnieć. Jedno wiedziałam na pewno-moja relacja z Nim nie była zadowalająca i tak naprawdę trudno ją było w ogóle nazwać relacją.
Zdarzyło się pewnego dnia, żeoglądałam z przyjaciółką video z Medjugorje,miejscowości położonej w Bośni, gdzie objawiłasię Maryja. Byłam tym zafascynowana. Po jakimś czasiespotkałam młodych ludzi, którzy zaprosili mnie na modlitewnespotkania, na które zaczęłam chodzić. Po prostu jepokochałam. Byłam wręcz oczarowana, widząc wielu młodychludzi, modlących się razem podczas nocnego czuwania. Było ich razemokoło setki. Wszyscy oni wyglądali na bardzoszczęśliwych, promieniowała z nich przeogromna radość.Byłam ogromnie poruszona ich żywą wiarą. Kiedy dzielilisię tym, co Jezus dokonał w ich życiu, było oczywiste,że Bóg nie był dla nich odległą osobą ,wręczprzeciwnie ,bardzo bliską. Byłam też bardzo zaskoczona faktem,że oni nie byli bardzo święci. Byli po prostu zwyczajnymiludźmi, takimi jakich spotyka się na co dzień. Właśnieto sprawiło, że przestałam się bać, że jeślipotraktuję relację z Bogiem na serio, to będę musiałazostać zakonnicą. Zapragnęłam otrzymać to, co mieli ci młodzi ludzie.
W końcu moja przyjaciółka i jamiałyśmy okazję, by pojechać do Medjugorje. Podczas tegopobytu doświadczyłam bardzo głębokiej miłościBoga. Stało się to w momencie kosekracji, w czasie mszyświętej. Bardzo często słyszałam, że Bóg kochakażdego z nas, ale dla mnie to nic nie znaczyło. I naglepoczułam, że nogi uginają się pode mną. Poczułamsię całkowicie kochana przez Boga i wiedziałam, z całąpewnością, że Jezus jest prawdziwie obecny w NajświętszymSakramencie. Czułam się zupełnie ogarniętamiłością i nie mogłam uwierzyć, że w moim sercujest tyle miłości do Boga. Trudno mi wyrazić togłębokie uczucie pokoju i radości, któregodoświadczyłam. Nic w moim życiu, nie mogło się równaćz tym doświadczeniem. Pokochałam modlitwę, ponieważ od tejpory nie była to już nudna formułka, którą musiałampowtarzać, ale prawdziwa relacja z Kimś, kogo kochałam całym swoim sercem i Kto również mnie kochał.
Kiedy wróciłam do domu, rozmawiałamz księdzem o swoim doświadczeniu. Na tym etapie wiedziałam, że tak bardzo kocham Boga, że mogę zrobić wszystko,cokolwiek by On chciał, nawet gdyby oznaczało to zostaćsiostrą zakonną. Miałam nadzieję, że to nie będzieto ,ale byłam otwarta na wszystko. Ksiądz poradził miukończyć studia, a dopiero później przypatrzeć się powołaniu.
Rzuciłam się więc w wirżycia. Ciągle czerpałam dużą przyjemność zżycia towarzyskiego. Miałam też kilka znajomości,ponieważ nigdy nie porzuciłam myśli o małżeństwie.Poznałam wielu nowych przyjaciół, z którymi spędzałamczas. Nigdy jednak nie czułam się spełniona. Zaczęłam dostrzegać moc modlitwy w swoim życiu i w życiu innych osób. Na przykład,miałam chłopaka który na skutek wypadku samochodowego poważnieuszkodził sobie kręgosłup, co oznaczało dla niego conajmniej roczną przerwę w pracy. W czasie czuwania modlitewnegozostał on całkowicie uzdrowiony. Również i moja rodzinadoświadczyła dzięki modlitwie wielu wspaniałych rzeczy, amoi bliscy odczuli w sercach miłość jaką Bóg ma dla nich. Widzieliśmy naprawdę wiele cudów.
W końcu otrzymałam dyplom zksięgowości. Pamiętam głębokie uczucie pustki, któregodoświadczyłam tamtego dnia. Spędziłam wiele lat uczącsię , przygotowując się do nieraz bardzo trudnych egzaminów. Iteraz, gdy otrzymałam dyplom przestało to dla mnie miećznaczenie. Nie mogłam w to uwierzyć. Może właśnie torozczarowanie sprawiło, że nagle przypomniałam sobie, żeprzecież miałam zastanowić się raz jeszcze nad życiemzakonnym. Delikatnie próbowałam odsunąć od siebie myśl owstąpieniu do zakonu, ale jednocześnie bardzo tegopragnęłam. Jednak nie stało się to od razu. Wiedziałam,że mam tylko jedno życie i czułam ,że oddanie siebie Bogumoże być najpiękniejszą rzeczą, którą mogęzrobić. W końcu stało się to dla mnie tak jasne, żemogłam powiedzieć o tym swojej rodzinie.Byłam najstarszą ztrzech córek. Byliśmy bardzo zżytą rodziną, więczdawałam sobie sprawę, że moja decyzja nie będzie łatwa dla moich bliskich.
Było mi bardzo trudno powiedzieć imo tym. Już sam fakt, że myślałam o życiu zakonnymbył dla nich trudny, a powiedzenie im, że myślę o wstąpieniu do zakonu klauzurowego było jeszcze trudniejsze.Następnego dnia po tym, jak oznajmiłam im swoją decyzję, mójtato, który podwoził mnie do pracy, wyznał ze łzami w oczach ,że cokolwiek zdecyduję, on i tak będzie ze mnie dumny. Byłammu ogromnie wdzięczna za jego duchowe wsparcie, za to, że niezależnieod tego, co zdecyduję on to zaakceptuje. Widok taty, którypłakał, łamał mi serce, podobnie jakświadomość, że byłam powodem bólu mojej całejrodziny. Czułam się trochę winna, ale gdzieś w środku wiedziałam, że jest to coś, co ja muszę zrobić.
W następny weekend, wyjechałam,czułam, że potrzebowałam odpoczynku. Kiedyodjeżdżałam, moja siostra dała mi list. Pamiętam,że kiedy wzięłam ten list i zaczęłam go czytać,łzy płynęły mi po twarzy. Mojej siostrze było bardzociężko i świadomość tego rozdzierała mi serce. Wtakiej sytuacji znacznie łatwiej byłoby wstrzymać się zdecyzją, ale czułam, że nie było już dla mnie odwrotu.Kiedy poszłam na niedzielną Mszę Św., doświadczyłamdużego pocieszenia, gdy przeczytałam refleksję zawartą wbiuletynie parafialnym. Byłam pewna, że Bóg jest ze mną i żewie przez co przechodzę. Treść tych refleksji była mniej więcej taka:
Życie jest pełne bolesnych wyborów,ale nie są one zawsze wyborem między czymś dobrym a czymśzłym. W rzeczywistości najbardziej bolesne są wybory pomiędzyczymś dobrym a czymś najlepszym. Innymi słowy, rzeczy któreskłaniają nas do tego, abyśmy rezygnowali ze swoich celów, niesą zawsze złe. Bardzo często są one dobre i towłaśnie sprawia, że trudno się im oprzeć.Zapomnieliśmy o tym, co było dla nas wartościowe izamieniliśmy to, na coś, co jest mniejszym dobrem i co możemyotrzymać zaraz. Jeśli chcemy pozostać wierni naszym wyborom,musimy być przygotowani na spotkanie z trudnościami, szczególnie ztymi, które pochodzą z naszego wnętrza. Wtedy właśnietrzeba nam podążać do przodu z wiarę, ufną nadzieję i miłością.
Kolejne miesiące były trudne, ale wkońcu zgłosiłam się do zakonu Sióstr Klarysek i zostałamprzyjęta. To była decyzja, którą podjęłam w wierze.Bóg dawał mi małe wskazówki, ale nie duże znaki. Terazwidzę, że On prosił mnie o wielki skok wiary, o to, by zaufać Mu, że On przyjdzie mi z pomocą. To jest jeden ze sposobów, jaki On wykorzystał, by moja wiara mogła wzrosnąć.
Po paru miesiącach, po tym jakprzyłączyłam się do wspólnoty sióstr, u mojej mamy wykrytoraka, musiała poddać się ciężkiej operacji. Mojawiara znów została poddana probie. Wierzyłam, że modlitwa maogromną moc i teraz miałam możliwośćdoświadczyć tego w praktyce. Pan Bóg zadziałał wnajcudowniejszy sposób. Najbardziej sensownym pomysłem byłobymoże pojechać do domu i opiekować się mamą, ale ja powierzyłamją Bogu. I On naprawdę zatroszczył się o nią. Powszystkim mama przyznała się, że czuła się jakbyniesiona przez modlitwę, a cały zabieg nie trwał dłużej niż wizyta u dentysty.
To był bardzo ważny moment dlacałej mojej rodziny, która po tym wydarzeniu zmieniła zdanie natemat mojej decyzji o przyłączeniu się do sióstr. Teraz jest imłatwiej to zaakceptować. Kiedy zaczęli widzieć, żejestem szczęśliwa, sami poczuli się bardziejszczęśliwymi. Dziś moi bliscy są dla mnie dużąpomocą, bardzo mnie wspierają, co jest dla mnie znakiem ogromnego błogosławieństwa.
Nie było mi zawsze łatwo, ale teznie oczekiwałam, że będzie łatwo. Nie myślałamprzecież, że jadę na jakiś wakacyjny obóz. Wiedziałam,że moja decyzja jest bardzo radykalna, ale właśnie tegopragnęłam - żyć w pełni dla Boga i to tak bardzo,jak to tylko jest możliwe. Nasze powołanie jest piękne ,całe oddane Chrystusowi ukrytemu w Najświętszym Sakramencie. Wnaszych sercach nosimy wszystkich ludzi, przedstawiając ich codziennie Panu.Nigdy nie żałowałam mojej decyzji. Kiedy wstępowałamdo klasztoru sądziłam, że oddanie się Bogu będziedużym wyrzeczeniem, ofiarą, że to co, ofiarowuję jestnaprawdę wielkie. Teraz, im dłużej trwam w powołaniu, tym bardziejdostrzegam, że to ja jestem tą, która otrzymuje od Boga nieskończenie więcej. Wszystko jest dla mnie ogromnym daremłaski i chciałabym spędzić moje życie dziękując Bogu za wszystko.
"Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakiezamyślam co do was - mówi Pan - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość jakiej oczekujecie." Jer 29,11.
Zobacz także video, na ktróym S. Koleta opowiada o Adoracji Najświętszego Sakramentu